Historia mojego porodu

Koniec oczekiwań, mój syn jest już na świecie. Urodził się 2 dni po przewidywanym terminie, siłami natury. Wiem z mojego własnego doświadczenia, że wiele kobiet w ciąży poszukuje wszelkich informacji na temat porodu w internecie. Wszystkie historie porodów pochłania z zapartym tchem. Ja też tak robiłam, dlatego postanowiłam tutaj opisać moje doświadczenia.

stópki noworodka leżącego w szpitalnym łóżeczku

Poród naturalny nie jest taki straszny – w porównaniu do kolek niemowlęcych to pikuś

Mój poród rozpoczął się wg mnie o 3:50 w nocy – wtedy dostałam bóli i poczułam, że coś się zaczyna dziać. Ale wrócę jeszcze do początku historii – mianowicie 2 dni przed porodem, w nocy (sobota) trafiłam na paralogię ciąży z bardzo wysokim ciśnieniem. Całą ciążę nie miałam z nim kłopotów, nagle poszybowało do 170/100. O moich wrażeniach z patologii może napiszę w osobnym wpisie.

Tak więc, o 3:50 w nocy w poniedziałek, leżąc na patologii dostałam pierwszych skurczy, nie były regularne, ale powiedziałam o nich położnej i zostałam zignorowana. Bóle nie były silne, ale na tyle bolesne, że wybudzały mnie ze snu, a więc od 4 nie spałam za wiele bo co 10 min średnio byłam wybudzana. Tak dotrwałam do rana, okazało się że odszedł mi czop (nic ciekawego), ale dowiedziałam się że od jego odejścia może wszystko trwać jeszcze nawet tydzień… O wszystkich zdarzeniach na bieżąco informowałam personel.
W końcu nadszedł poniedziałkowy obchód poranny (ok. godziny 8 rano). Na obchodzie zgłosiłam wszystko ponownie. Zostałam wezwana na badanie.Mało fajne z resztą, w obecności chyba 10 osób, no nie było to komfortowe zdarzenie. Okazało się, że mam już rozwarcie na 2,5 palca i rodzę. Kazano mi się spakować i iść na porodówkę.

Rodzę

Szybko zadzwoniłam do męża (jakie szczęście, że wybrałam szpital 5 min jazdy samochodem od domu). Było już po 9. Napisałam jeszcze wiadomości do wszystkich, że rodzę, spakowałam się i niecierpliwie czekałam aż przyjedzie mąż. Na szczęście zdążył. Zaprowadzili nas na salę, podłączyli mnie do KTG i poinformowali o wszystkich procedurach.
Dodatkowo studentka odczytała i omówiła ze mną plan porodu. No i zostaliśmy sami. Co jakiś czas odwiedzała nas położna żeby sprawdzić jak idzie akcja i co się dzieje, wszelkie procedury wykonywała pod jej okiem studentka. Akcja rozkręcała się powoli a ja coraz bardziej opadałam z sił. W końcu kazali mi iść pod prysznic, co trochę pomogło. Najbardziej zbawienna jednak okazała się wanna w której się rozluźniłam i nabrałam trochę sił. Z biegiem czasu skurcze przybrały na sile, były coraz częstsze a ja zaczęłam błagać o znieczulenie.
Najpierw poinformowano mnie, że są anestezjolodzy i że któryś niedługo do mnie przyjdzie. Za chwilę jednak lekarz przyszedł i oznajmił, że obaj anestezjolodzy są zajęci i niestety nie ma szans na znieczulenie.. Myślałam, że zabiję. Najpierw zrobili mi nadzieję a później powiedzieli, że nic z tego.

Oksytocyna

W końcu położna zaczęła namawiać mnie na oksytocynę. W planie porodu miałam zaznaczone, że się zgadzam, pisałam go jednak przed epizodem z ciśnieniem. Z resztą byłam tak zmęczona, że na samą myśl o częstszych skurczach robiło mi się słabo. Odwlekałam wiec jej podanie w czasie, w końcu jednak wykończona uległam. Wiedziałam, że ta męka musi się skończyć tak czy inaczej i nie dam rady rodzić przez kolejne godziny. Po podaniu oksytocyny poszło już szybko, zaraz przeszliśmy do partych. Tutaj poprosiłam aby mój mąż opuścił salę, nie widzę w tym akcie nic pięknego. Z resztą teraz jak się okazuje mój mąż mi za to podziękował. Był na przecięciu pępowiny, ja nie byłam skrępowana sytuacją i mogłam skupić się na tym co było do zrobienia wykonując polecenia położnej. Moje parte trwały 14 minut. To był już pryszcz w porównaniu do 1 fazy porodu.

Na koniec wyjęto mi łożysko, zszyto i przyniesiono malucha na kangurowanie na 2h. Wykończeni i szczęśliwi dotrwaliśmy do końca. Syn dostał 9/10 pkt.

Podsumowanie

Gdybym miała po raz drugi wybierać czy poród naturalny czy cesarka na pewno wybrałabym naturalny. Faktycznie prawdą jest, że ten ból szybko się zapomina. Jest to pierwotne przeżycie, pot i krew, obnażające nas do granic, ale w trakcie się o tym nie myśli.
Naprawdę ważne jest nauczyć się oddychać podczas skurczy i skupić się na tym. Ja nie krzyknęłam podczas porodu ani razu, całą siłę wkładałam w oddech. To pomogło. Podczas porodu prysznic czy wanna są zbawienne, dużo daje też piłka.
Czy warto rodzić z mężem – jasne, że tak, potrzebny jest ktoś kto poda wodę, potrzyma za rękę czy zawoła położną. Na partych nie musi być, to już indywidualna decyzja każdej rodzącej.

Studentka która asystowała przy moim porodzie chyba w najbliższym czasie nie będzie mieć dzieci 🙂 Może też zmieni specjalizację. Jej mina i kolor po wszystkim mówiła bardzo wiele. To był jej pierwszy poród. Ciekawe czy ostatni.

To chyba tyle moich wrażeń. Na pewno jestem z siebie dumna że dałam radę, nadal to do mnie nie dociera, ale cieszę się, że mam to już za sobą.

Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *